sobota, 20 lutego 2010

Misz masz...

Jest po 22.00 a ja dopiero zamknęłam balkon:)) Dziś było 20 C. i wiał scirocco, ciepły wiatr z wnętrza Afryki.
Dziś będzie trochę o moim pokoju....


 

  

Jak widać jest w moich ulubionych kolorach. Włosi nazywają to monolocale czyli kuchnia i pokój w jednym:) łazienka osobno. Mam też balkon z widokiem na dachy domów i wzgórz wyspy. Jak dla mnie rozmiar w sam raz, nie trzeba dużo sprzątać a jest przytulnie i bardzo cicho. Rano tylko słyszę sprzedawców ryb zachwalających swój towar (mieszkam bardzo blisko portu). Moje monolocale ma swoją nazwę "Valle Muria", tak nazywa się jedna z piękniejszych plaż na Lipari. Niestety nie mogę jej pokazać bo za każdym razem kiedy trafiam w miejsce skąd jest piękny widok na tę plażę  słońce jest po niewłaściwej stronie.

 
To widzę z balkonu

I jeszcze trochę zdjęć z wnętrza wyspy.

 
Każde wzniesienie to wygasły wulkan, wszędzie jest pełno obsydianu, pumeksu i kaolinu

 

  

 

Teraz coś specjalnego dla mojego syna. Przed wyjazdem dal mi swoją ulubiona maskotkę, Sida , i poprosił aby Sid odbywał ze mną podróż jak krasnal w filmie "Amelia":))) 

Pozuje na tle morza....

... i nawet wdrapał się na drzewo cytrynowe:))

I na koniec jeszcze trochę o carnevale.
Wczoraj odbyło się uroczyste zakończenie okresu zabaw, z opóźnieniem bo z powodu deszczu ostatnia parada i ogłoszenie zwycięskiej grupy nie mogła się odbyć we właściwym czasie. Oczywiście wcześniej uzyskano dyspensę od miejscowego proboszcza:)) Don Gaetano Sardella to bardzo szczególny ksiądz, ogromnie lubiany za bezpośredność i pogodę ducha. Obserwowałam go w trakcie procesji z okazji święta patrona wyspy, św. Bartłomieja. Żadnego dystansu do wiernych, podchodził, witał się z ludźmi, zatrzymywał procesję przy domach gdzie są niepełnosprawni, żeby ich pobłogasławić i pozdrowić i aby wierni też ich pozdrowili. Bardzo ładne to było, takie ludzkie. Oowiadano mi jeszcze, że gdy Don Gaetano przybył na wyspę to jeździł na motorino i wyśpiewywał głośno piosenki:))) Niestety znaleźli sie "przyzwoici", którzy uznali, że to nie przystoi księdzu... no i przestał. A szkoda.

 
 Małe tancerki:)))


 

  

  

 

A to zwycięzcy,  grupa Boba Marleya. Cieszyłam się razem z nimi bo w tej grupie była Silvia i Peppe, moi młodzi znajomi:)
  

 

1 komentarz:

  1. Do szczęścia mi brakuje opisu co dobrego jest do jedzenia.

    OdpowiedzUsuń